O mnie

O mnie
Projektuję, dziergam, szyję. Proszę pisać do mnie e-mail : amayaart.ludka@gmail.com

Obserwatorzy

poniedziałek, 25 października 2021

Rudek


W moim mieście jest taka rzeźba - jaszczur z czerwonego piaskowca. Nazywa się Rudek.
 

niedziela, 15 sierpnia 2021

Opowiastka o kwiatach, o ludzkiej życzliwości, wdzięczności i mordowaniu czyjejś radości.

 Dzisiaj jest 15 sierpnia. Prawie wszyscy biegają z bukiecikami zrobionymi z kwiatów, ziół i traw. Widok tych  roślin, przywołał we mnie wspomnienie pewnego zdarzenia: Jechałam autobusem. Usiadłam sobie z przodu na tzw. "czwórce". Na jednym z przystanków w jakiejś wiosce wsiadła kobieta z naręczem różnych kwiatów z ogrodu. Były przepiękne. Usiadła naprzeciwko mnie. Byłam nimi zachwycona i powiedziałam jej, że są prześliczne. Nieoczekiwanie, bez cienia wahania, czy namysłu, z radością i prostotą, oddzieliła sporą wiąchę tych kwiatów i podając mi je powiedziała:" a masz pani, trzymaj pani!"  Byłam wniebowzięta i szczęśliwa. Opowiedziałam później o całym zdarzeniu pewnej osobie, w jaki spontaniczny i szczery sposób zostałam obdarowana. W odpowiedzi usłyszałam:" Weź przestań! Ta kobieta bała się, że te kwiaty zwiędną od tych twoich zachwytów zanim dowiezie je do celu. Wolała ci trochę dać" Tutaj zaczęła się opowieść o  osobistych doświadczeniach tej osoby i sytuacjach, gdy inni zachwycili się czymś , co ona miała - rzeczy te jakimś trafem - szybko  psuły się, gubiły lub w inny sposób niszczały. Byłam wówczas młoda, wrażliwa i mało odporna na tego typu argumentację - poczułam jak uchodzi ze mnie powietrze. Zamordowała we mnie wtedy radość i wdzięczność. Na szczęście na krótki czas. Nie chciałam myśleć jak tamta osoba i do dziś wierzę a raczej wiem, że ta pani z autobusu dała mi kwiaty bezinteresownie, że obdarowanie  mnie sprawiło jej taką samą radość jaką ja odczułam.

czwartek, 24 czerwca 2021

piątek, 28 maja 2021

Historyjka o dziewiarce

 Było to w czasach, gdy postanowiłam spróbować wyjść do ludzi z moimi pracami - wiele lat temu. Odbywało się wówczas Święto Twierdzy Kłodzkiej. Miałam stoisko na kłodzkim Rynku. Sprzedawałam swoje maskotki, biżuterię i inne prace. Dobrze mi szło. W pewnym momencie przyszła para młodych ludzi z dzieckiem - kupili misia i odeszli ale zatrzymali się nieopodal i mogłam słyszeć ich rozmowę: "Popatrz, jakie fajne są te maskotki - mówi ona - i jakie mają powodzenie. Pewnie ta kobieta ( to o mnie) dobrze na tym zarabia." A jej partner na to: " Co się dziwisz - ma fach w ręku." To było dla mnie jak objawienie ! "Ma fach w ręku" - nigdy dotąd wówczas tak o sobie nie myślałam. Uważałam się za amatorkę, pasjonatkę, hobbystkę. Jakiego mi to dało kopa do działania! Do dzisiaj jestem wdzięczna temu młodemu człowiekowi za jego słowa. Nigdy nie wiadomo, kto, kiedy i w jaki sposób ma wpływ na nasze życie.